Kiedyś zastanawiałąm się, jakby to było, gdyby umarł. Rodzice mieli by tylko mnie i mama kochała by mnie bardziej, a tata był mniej nerwowy. Zapadałam się chwilami w takie myśli i po chwili otrząsałam, bo po pierwsze, tak nie można, a po drugie, to przecież rodzina.
Zawsze chciałam być lepsza, dla niego lepsza, żeby tak o mnie pomyślał, poklepał po ramieniu i powiedział coś miłego. Żebym mogła się innym chwalić, patrzcie, jakiego mam brata.
Lubiliśmy jako dzieci jeść pierogi z jagodami, po których brudnych nie mieliśmy tylko stóp, wykradać nutellę ze słoika i jeździć z rodzicami w góry, kiedy trzeba było wstawać o świcie, jeść jajecznicę i spać w pociągu.
Mamy z tych wypraw jedno zdjęcie, moje ulubione, przy jakims schronisku, kiedy wyglądamy jak dwa aniołki i on mnie obejmuje gestem starszego brata, który może wszystko, chociaż nie mógł mieć wtedy więcej niż 9 lat.
Byłam natrętną muchą, której nie dopuszczał do swojego świata, strzepywał moje pytania, pozostawiając je bez odpowiedzi. Moja pierwsza, największa porażka.
To za niego zawsze się modliłam i płakałam, kiedy długo nie wracał. To z myślą o nim dzieliłam słodycze, które przypadkowo dostałam, nigdy nie wyobrażałam sobie tabliczki czekolady jako całość, będąc dzieckiem, zawsze jako połowę.
Kibicowałam mu i do dziś to robię, przy każdej rzeczy, jaką decyduje się robić.
Nienawidze, kiedy coś go rani i kiedy jest smutny i nie potrafie mu pomóc. Jego złe wiadomości są zawsze złe dla mnie, bo to tak, jakby były moje.
Dzisiaj nie wyobrażam sobie bez niego życia.
Zawsze chciałam być lepsza, dla niego lepsza, żeby tak o mnie pomyślał, poklepał po ramieniu i powiedział coś miłego. Żebym mogła się innym chwalić, patrzcie, jakiego mam brata.
Lubiliśmy jako dzieci jeść pierogi z jagodami, po których brudnych nie mieliśmy tylko stóp, wykradać nutellę ze słoika i jeździć z rodzicami w góry, kiedy trzeba było wstawać o świcie, jeść jajecznicę i spać w pociągu.
Mamy z tych wypraw jedno zdjęcie, moje ulubione, przy jakims schronisku, kiedy wyglądamy jak dwa aniołki i on mnie obejmuje gestem starszego brata, który może wszystko, chociaż nie mógł mieć wtedy więcej niż 9 lat.
Byłam natrętną muchą, której nie dopuszczał do swojego świata, strzepywał moje pytania, pozostawiając je bez odpowiedzi. Moja pierwsza, największa porażka.
To za niego zawsze się modliłam i płakałam, kiedy długo nie wracał. To z myślą o nim dzieliłam słodycze, które przypadkowo dostałam, nigdy nie wyobrażałam sobie tabliczki czekolady jako całość, będąc dzieckiem, zawsze jako połowę.
Kibicowałam mu i do dziś to robię, przy każdej rzeczy, jaką decyduje się robić.
Nienawidze, kiedy coś go rani i kiedy jest smutny i nie potrafie mu pomóc. Jego złe wiadomości są zawsze złe dla mnie, bo to tak, jakby były moje.
Dzisiaj nie wyobrażam sobie bez niego życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz